Wędrowiec na górskim szlaku

Na górskiej polanie, otoczonej trawą o głębokim zielonym kolorze, na kamieniu przysiadł wędrowiec. Z ulgą zdjął plecak, zamknął oczy i obrócił się w stronę słońca, które delikatnie ogrzewało jego twarz. Czuł podmuch wiatru, który go przyjemnie otulił. Wdychał zapach natury i wsłuchiwał się w jej kojące dźwięki. Jego kręcone brązowe włosy, które po miesiącach wędrówki były teraz w zupełnym nieładzie, powiewały zupełnie tak, jakby wiatr się nimi radośnie bawił.

Wędrowiec miał za sobą setki kilometrów, wiele nocy przespanych w namiocie i całe mnóstwo źródlanej wody wypitej z górskich strumieni. Czuł zmęczone ramiona od ciężkiego plecaka, otarcia od ubrań i odparzenia na stopach, które tak daleko go już poniosły.

– Dlaczego tak idzie? Dokąd go prowadzi ten szlak? – zapytacie.

Idzie, aby spełnić swoje marzenie.

Teraz jednak siedzi spokojnie, a zaciekawione zwierzęta przyglądają mu się zza kamieni, spomiędzy traw, z nieba i ze zboczy gór. Ośmielone w końcu po kolei zaczęły do niego podchodzić.
– Nie boisz się tak iść tyle kilometrów? Albo tego, że ktoś ukradnie Ci plecak? A co jeśli któregoś dnia nie będzie strumienia po drodze i nie będziesz miała co pić? Co jeśli jeśli spotkasz groźnego wilka lub wielkiego niedźwiedzia? To będzie przecież straszne! On może cię nawet zjeść! Lepiej zejdź tą ścieżką do wioski i poproś, żeby ktoś zawiózł cię na koniec tego szlaku! – poradził mu puchaty królik i szybko odkicał do swojej norki.

Następnie przyleciał orzeł, zaciekawiony tym wędrowcem w spłowiałych zielonych spodniach i kraciastej koszuli, który siedział na kamieniu.
– Dobrze, że idziesz sam. Tak jest zdecydowanie najlepiej! Widzę czasami innych piechurów na tym szlaku, ale przecież nie ma sensu, żebyś dzielił z nimi tę wędrówkę. Sam dojdziesz dalej, szybciej. Będziesz spał, gdzie masz ochotę, będziesz mógł odpocząć, kiedy chcesz i co najważniejsze – nie będziesz musiał słuchać, że ktoś jest zmęczony chodzeniem. Idź już w pojedynkę do końca! To najlepsza decyzja! – poradził mu orzeł i odleciał.
Wtedy podbiegła do wędrowca górska kozica i powiedziała:
– Dlaczego tak siedzisz? Wstań, zarzuć szybko plecak na ramiona i raz dwa pobiegnij na sam koniec tego szlaku. Krok za krokiem, przeskakuj kamienie i strumienie. Dojdź do końca jak najszybciej! Po co nosić ten plecak tak długo? Czy nie męczy Cię już ta droga? Czy stopy nie proszą już o koniec tej wędrówki? Powinieneś też jak najczęściej zdejmować te ciężkie buciory! W chwilach przerwy, takich jak ta, przyjemnie jest bose stopy położyć na trawie i dać im poddychać. Zresztą, im szybciej dojdziesz do końca, tym lepiej. – powiedziała szybko kozica i w podskokach wróciła na swoje górskie zbocza.

Wędrowiec słuchał zwierząt i tylko delikatnie się uśmiechał. Uśmiechał się, bo wiedział, że zwierzęta tak naprawdę bardzo wiele opowiedziały mu o tym, co jest w nich. Królik, że ma w sobie dużo lęków. Orzeł, że jest samotnikiem. Kozica natomiast, że wszystko lubi robić szybko. Żadne jednak z tych zwierząt nie zapytało, czego potrzebuje sam wędrowiec.

Królik nie wiedział, że przyjaźnił się z wilkami i niedźwiedziami. Chroniły go przed innymi drapieżnikami i ewentualnymi złodziejaszkami. Całą trasę ma natomiast bardzo dobrze zaplanowaną i zawsze wie, gdzie może uzupełnić zapasy wody.

Nie wiedział orzeł, że po wielu dniach wędrowiec zaczął odczuwać samotność. Źle mu było z tym, że musiał za każdym razem zdejmować plecak, żeby wyciągnąć butelkę z wodą, a towarzysz mógłby mu w tym pomóc. Mogliby wspólnie szukać chrustu na ognisko i prowadzić ciekawe rozmowy wieczorem. Pośmiać się razem, ponarzekać na strome zbocza, które będą przed nimi. Mogliby się wspierać w trudach podróży i razem cieszyć się pięknem natury. Chociaż zazwyczaj bardzo lubił być sam, teraz dobrze by mu zrobiło towarzystwo.

Nie wiedziała też kozica, że nie może on biec szybko, czy też dziarsko skakać, bo jego solidne górskie buty są zaczarowane i nie może ich zdjąć przed dojściem do końca szlaku. A co najgorsze, wpadł mu do butów kamień i chociaż nauczył się już z nim iść, to nie był w stanie skakać, ani przyspieszać kroku.

Sugestie co ma zrobić nie przeszkadzały mu jednak. Tyle już różnych zwierząt spotkał po drodze, tyle rad usłyszał. Przyzwyczaił się do tego. Zdarzały się jednak mądre sowy i cwane lisy oraz inne zwierzęta, które nie narzucały mu swoich rozwiązań. Takie, które pytały, jak się czuje i czego potrzebuje. Zwierzęta-rozmówcy, które dociekały co go cieszy, a co mu doskwiera. Otwarte na to, że może to być coś o czym zupełnie same by nie pomyślały. Co mogłoby je bardzo zaskoczyć, ale też pomogłoby wędrowca usłyszeć i zrozumieć. Te rozmowy lubił najbardziej.

Z taką refleksją wstał i poszedł dalej swoją drogą.

————————————-
Ilustracja: Oliwia Matuszak (lat 10) 🙂

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Telegram
WhatsApp
Print

Sprawdź inne bajki: