Daleko na inny kontynent leciała nasza sikorka. Tak, nasza — bo kiedyś odwiedziła nas w jednej bajce. Czytaliście ją? Pamiętacie jeszcze?
Wracała właśnie z jednej z pięknych podróży. Frunęła spokojnie, pewnie, i była bardzo szczęśliwa. Choć dzień był piękny i słoneczny, nagle dmuchnął wiatr — silny i porywczy. Zdmuchnął ją w koronę drzew, gdzie zaczęła obijać się o kolejne gałęzie. Bach w jedną, łup w drugą, aż w końcu spadła na ziemię.
Leżała chwilę bez ruchu, oszołomiona tym nieplanowanym lądowaniem.
Gdy po kilka minutach doszła do siebie, rozejrzała się dookoła, by zorientować się, gdzie jest. Zobaczyła gęsty zielony las, liany i zapewne storczyki — całe bogactwo natury.
– To na pewno jest las tropikalny – pomyślała.
Dojrzała też prześwit między pniami drzew. Mając nadzieję, że to skraj tego pięknego lasu, skierowała się właśnie tam. W delikatnych podskokach – ale naprawdę delikatnych, bo bardzo bolało ją jedno ze skrzydełek po upadku – dotarła do otwartego terenu.
– Może są tutaj inne sikorki? – pomyślała, choć wiedziała, że zazwyczaj one nie latają tak daleko.
Zobaczyła jednak innego, niezwykłego ptaszka. Miał zielony brzuszek, niebieski łepek i czerwoną szyjkę. A dzióbek – zupełnie czarny – jak jej. Był podobnej wielkości. Poruszał się spokojnie, pewnie. Bez pośpiechu, za to z ogromną gracją i pewnością siebie.
Podleciał do małej kałuży i upił trochę wody. Kątem oka zobaczył wpatrzoną w siebie nieznajomą sikorkę. Odskoczył kawałek, robiąc jej miejsce obok siebie, i zachęcił skrzydełkiem, żeby podskoczyła bliżej. Choć zawstydzona, już po chwili była obok niego.
Teraz ptaszki – sikorka i tangarka – z bliska zachwycały się sobą nawzajem. Odcieniami piórek, kształtem i wielkością, w myślach dziękując naturze, że stworzyła kogoś tak niezwykłego.
Choć były z innych części świata, było w tych ptaszkach coś podobnego. Może to rozmiary? Może to te czarne dzióbki i czerwone akcenty na piórkach? A może to coś co grało w ich środku – w ich ptasich serduszkach.
Tangarka zaczęła śpiewać dla naszej sikorki. I robiła to tak pięknie! Sikorka mogłaby jej słuchać cały dzień! tangarka zaczęła też wzbijać się w powietrze i zachęcać sikorkę do lotu – chciała jej pokazać wszystko. Całą okolice! Niezwykłe wodospady, zapoznać ją ze swoimi przyjaciółmi z dżungli. Chciała też pokazać jej z góry las – wygląda wtedy zupełnie jak zielony, gęsty dywan!
Sikorka jednak nie mogła się wzbić, bo wciąż bolało ją skrzydełko po upadku. Próbowała tangarce to nawet pokazać, ale ta nie zrozumiała. Na zewnątrz skrzydełko wyglądało na całkiem zdrowe, więc tangarka myślała, że sikorka się z nią droczy. Że robi to specjalnie.
Sikorka zaczęła jej o tym opowiadać, ale śpiewały jednak w innych językach i nie mogły się rozumieć.
Tangarka była coraz smutniejsza. Czuła się odrzucona i niewystarczająca. Wydawało jej się, że jeśli jeszcze bardziej będzie rozpościerała skrzydełka i jeszcze piękniej zaśpiewa, sikorka poleci za nią. Że wspólnie będą poznać ten świat i spędzą razem więcej czasu.
Tyle że, bez względu na to, jak się starała, nie zmieniało to bólu potłuczonego skrzydełka sikiorki.
W końcu tangarka, smutna i zniechęcona, odleciała. Nie miała już siły próbować przekonywać sikorki dalej.
Sikorka została z bólem nie tylko w skrzydełku, ale także w ptasim serduszku. Myślała o tym, co by było, gdyby potrafiły mówić tym samym językiem i mogłyby się naprawdę usłyszeć.

