O kwiatku, jakich mało

W magicznym ogrodzie, u magicznego ogrodnika, nagle, nie wiadomo skąd, PUF i pojawił się nowy kwiatek. Nikt go nie zasadził, nie przywiał wiatr nasionka, nie minęło wiele dni, żeby wyrósł. W mgnieniu oka, w dosłownie sekundę, pojawiła się malutka chmurka, taka, jaką znacie zapewne z komiksów, i tak szybko, jak się pojawiła, zrobiła to swoje bajkowe PUF i zniknęła pozostawiając po sobie mały kwiatuszek. Mierzył zaledwie 5 cm (biegnijcie sprawdzić na linijce lub miarce, jak jest to niewiele). Miał tylko dwa zielone, drobne listeczki, cieniutką, potrójną  łodyżkę, ale lekko pokręconą, wyglądającą jak spleciony warkocz. Korzenie miał lekko dotykające ziemi, żeby mógł z niej czerpać wszystko, co potrzebne, ale jednocześnie swobodnie się przemieszczać i poznawać zakamarki ogrodu. Był drobny, delikatny, wrażliwy i… przepiękny.

PUF – tyle wystarczy, żeby taka niezwykła roślina stała sobie z boku ogrodu, pośrodku trawy. Na razie jeszcze przestraszona, ze wszystkimi płatkami swojego niebieskiego kwiatka zwiniętymi do środka. Kwiatek lekko drżał, ale nie od delikatnego wiatru, który muskał wszystkie rośliny w ogrodzie, lecz po prostu, najzwyczajniej w świecie (nawet tym magicznym świecie) – bał się. Stał tak, lekko dygocząc jakiś czas, aż lęk trochę odpuścił i zaczął czuć, że słońce delikatnie go grzeje, ziemia pod korzeniami jest przyjemna (taka, z której czerpie się wszystko, co potrzebne do życia.), a wiatr subtelnie nim kołysze, jakby chciał go zachęcić do rozluźnienia się. Gdy zdał sobie sprawę, że do tej pory nic mu się nie stało, a przecież stoi tu już jakiś czas, powoli i lękliwie odsłonił jeden niebieski płatek.

– Hmmmm… wcale nie jest tutaj strasznie. Nie widzę nikogo, kto miałby mnie zerwać do wazonu. Nie jestem na środku ścieżki i chyba nie zostanę zdeptany. Nie ma też w pobliżu żadnego zwierzęcia, które chciałoby tutaj właśnie wykopać dół, żeby schować swój smakołyk.

Poobserwował, porozglądał się i powoli, powoli coraz bardziej ośmielał się w patrzeniu na świat. Ile jednak można tak samemu stać na środku trawy? Ładnie tu, i owszem. I ptaszek gdzieś śpiewa, i strumyk gdzieś szumi, i to niebo takie pięknie błękitne z sunącymi po nim chmurkami, ale kwiatek bardzo rzadko rośnie sam – zazwyczaj jest w towarzystwie innych kolegów i koleżanek. Zatem, gdy nasz niebieski, malutki kwiatuszek już bardzo się nie bał… na początku nieśmiało, korzonek za korzonkiem, a później już pewnym, sprężystym i zdecydowanym krokiem, poszedł na spacer po okolicy poszukać innych kwiatków.

Kroczył tak w poszukiwaniu znajomych, aż z oddali, przy samym ganku, zobaczył całe kwietniki. Ucieszył się niezmiernie.

–  Jest ich tak dużo, że tutaj na pewno znajdę towarzystwo! – i klasnął drobnymi listkami, i już miał pędzić co sił w korzonkach, lecz coś go jednak zatrzymało. I zamiast biec dalej i się przywitać, zaczął się przyglądać po kolei wszystkim kwiatom.

Popatrzył na nie ukradkiem, z daleka, na tyle cichutko, że nawet go nie zauważyły. Najpierw zaczął przyglądać się tulipanom. Wszystkie były od niego wyższe, o stabilniejszej łodydze i większych płatkach. I to przynajmniej dwukolorowych! A te liście! Grube, sprężyste! Na pewno nie boją się silnego wichru. I tak pięknie wyglądały w całej grupie swoich braci i kuzynów. I spojrzał na siebie nasz mały kwiatuszek, na swoją łodygę splątaną w delikatny warkocz, przyjrzał się swoim cienkim i malutkim listkom, a na końcu dotykał swoich błękitnych płatków. I poczuł się taki wątły, taki bezbronny i tak mało wartościowy. Jakby nagle skurczył się, skulił i stracił trochę swojego blasku.

– Nie, one są dla mnie zbyt silne. Nie dorastam im nawet do połowy łodyżki. Może jakbym był większy, moglibyśmy się zaprzyjaźnić – pomyślał niebieski kwiatuszek, który zamiast kolegów odnalazł w sobie trochę więcej strachu i niepewności.

Patrzył po rabacie dalej. Były tam róże – piękne, czerwone, dumne i pachnące. Pięły się wśród ogromu swoich zielonych liści. Tak oszałamiające, że aż musiały się bronić kolcami, żeby ich wszyscy nie dotykali. Dalej skupione były łubiny – nie z jednym kwiatkiem, ale jakby dziesiątkami, które zmieściły się na jednej łodydze, żeby jak najlepiej było widać ich piękne kolory. Tak jak tulipany stały w grupie, przez co wyglądały jeszcze dorodniej.

Patrzył nasz niebieski kwiatuszek dalej w poszukiwaniu kolegów i koleżanek. Jego oczy trafiły na maki. Strzeliste, powiewające na wietrze i patrzące z otwartymi płatkami oraz zamkniętymi oczami na słońce. Wyglądały, jakby delektowały się chwilą, wolnością i swoją niezależnością. Jakby nic nie mogło ich z tego błogiego stanu wyprowadzić. I wyglądały na tak odważne i pewne siebie, że kwiatuszek po raz kolejny skulił się w sobie, myśląc o tym, jak dużym on sam jest tchórzem.

I tak obserwował, kwiatek za kwiatkiem. Widząc jak są silniejsze, barwniejsze, bardziej niezależne, bardziej charyzmatyczne, inne spokojniejsze, mające więcej wdzięku, zacniejsze – ale wszystkie wydawały mu się piękniejsze i lepsze od niego. Nawet małe dzwoneczki i konwalie, które przecież wielkością były zbliżone do naszego małego, niebieskiego przyjaciela, wydawały się dla niego w tym momencie za dobre, żeby mógł się z nimi zaprzyjaźnić. Im dłużej się przyglądał i porównywał, tym czuł się mniejszy, smutniejszy i nic niewarty.

Zamiast do tych wszystkich pięknych kwiatów, nasz przyjaciel skierował się w stronę strumienia i usiadł tam, smutny i przygaszony. Przytulił korzonki do siebie i pochylił nisko swoją kwiecistą główkę. Delikatne płatki znów się zwinęły, przygaszając jakby swój blask. Kwiatek pogrążył się w swoim smutku i porównywaniu się z innymi. I myślał o tym, jak to wszystkie kwiatki w tej krainie są lepsze od niego i ileż miały szczęścia, że nie są takie jak on.

Z daleka spostrzegł go Misio Zdzisio, który doskonale wiedział co to znaczy być smutnym. Sam to przecież czuł przez długi czas, dlatego nie był w stanie przejść obojętnie i postanowił porozmawiać z roślinką o przyczynach jego zmartwień.

– Dzień dobry, kwiatuszku – powiedział najdelikatniej, jak potrafił, żeby nie przestraszyć roślinki. Doskonale przecież wiedział, że jego wzrost, łapy i kły, potrafią przerazić tych, którzy go jeszcze nie znają. – Widzę, że jesteś skulony i korzonki masz przytulone do siebie. Czy coś się stało?

– Chciałem poznać inne kwiatki, mieć znajomych i przyjaciół. Jednak jestem tak mały i wątły, po prostu beznadziejny, żeby ktokolwiek chciał się ze mną kolegować – powiedział kwiatek, nie podnosząc nawet oczu, aby zobaczyć, z kim rozmawia.

– Ale jak do tego doszło, że czujesz się tak beznadziejny? – dopytywał Misio myśląc, że ktoś tego kwiatka skrzywdził. Może mu coś powiedział, bo był zazdrosny o jego delikatne piękno?

– Stałem z daleka i się porównywałem. Kim ja jestem przy tych wszystkich przepięknych roślinach?
– Porównywałeś się?
– Tak. Stałem i widziałem, że jedne są większe, inne silniejsze, inne znowu bardziej kolorowe, inne za to delikatniejsze.
– I co to dla Ciebie znaczy, że są większe, silniejsze, bardziej kolorowe, delikatniejsze?
– To oczywiste… że jestem od nich gorszy! – i zapłakał nasz niebieski, mały kwiatuszek.
– Ale pozwól mi zrozumieć… co dokładnie sprawia, że jesteś gorszy? – próbował zrozumieć Misio Zdzisio.
– Hmmm… – zatrzymał się w swoim żalu kwiatek. Musiał się zastanowić zanim odpowiedział na to pytanie. – Jestem gorszy, bo nigdy nie będę jak one.
– Kwiatuszku niebieski, tak to prawda, nie będziesz jak one. Jesteś inną roślinką, ale czy to znaczy, że gorszą? Zobacz, jaki jesteś delikatny, jak cudowne masz małe listeczki, jak skręconą w warkocz, zieloną łodyżkę. Nie musisz być jak inni. Jesteś piękny dokładnie taki jaki jesteś. I oczywiście, możesz rosnąć, rozwijać się i dbać o siebie, i patrzeć, jak daleką drogę przeszedłeś, a z innymi kwiatkami rozmawiać      o różnicach między Wami, ale różnice nie czynią Cię lepszym, lub gorszym. Taki, jaki jesteś jest wystarczające, jesteś niezwykły. Nie daj się nigdy nikomu przekonać, że jest inaczej, ale i sam sobie tego nie wmawiaj.

I zapadła cisza, a kwiatek myślał o tych słowach, a im bardziej o nich myślał, tym bardziej zauważał, jaką krzywdę sam sobie robił. Zdał sobie sprawę, że tak bardzo zaczął wątpić w siebie, porównując się do wszystkich, że zamiast poszukać przyjaciół (jak początkowo planował), czuł się słabszy oraz jeszcze bardziej samotny.

I spojrzał na siebie trochę czulej. Zauważył piękno w swoich drobnych rozmiarach. Zauważył, że tak naprawdę to mu dobrze z tym, jaki jest. Podszedł nawet do strumienia, żeby przejrzeć się w wodzie – i ku jego Tytuł dokumentu: O kwiatku jakich mało Gdy spojrzał na siebie, zauważył piękno w swoich drobnych rozmiarach oraz zdał sobie sprawę, że jest sobą w pełni. Postanowił podejść do strumienia, by przyjrzeć się swojemu odbiciu w wodzie. Zaskoczyło go, gdy ujrzał, jak niezwykły może być. zdziwieniu, gdy patrzył na siebie, zdał sobie sprawę jak jest niezwykły.

Rozprostował korzonki, otworzył wszystkie płatki, uśmiechnął się do siebie i odwrócił się, żeby spojrzeć na osobę, która tak bardzo mu pomogła tą rozmową. Zaskoczył się, a nawet przestraszył na początku, widząc niedźwiedzia. Jednak ten delikatnie się uśmiechnął i powiedział:

– Tak wiem, jestem duży, mam kły i masywne łapy, ale nie oceniaj mnie proszę po wyglądzie, tak samo jak nie oceniaj siebie. Zauważ tylko różnice między nami – i poczekał chwilę, aż zobaczył, że słowa te trafiły do niebieskiego kwiatuszka.

– A teraz chodź – wyciągnął łapę Misio Zdzisio – pójdziemy przywitać się z kwiatkami. To moi przyjaciele i znamy się od dawna. Jestem pewny, że przyjmą Cię bardzo ciepło i chętnie do swojego grona. Tylko musisz mi jedną rzecz obiecać…

– Jaką? – zapytał ośmielony i uradowany kwiatek.

– Że już nie będziesz się porównywał i oceniał. Możesz być mniejszy, delikatniejszy, mieć inne kolory, ale to w żaden sposób nie znaczy, że jesteś gorszy. Tak samo jak te kwiatki, które są duże, mają większe liście i grubsze łodygi, które pachną intensywniej, nie powinny myśleć, że są lepsze. Po prostu są inne. I na tym polega piękno – kontynuował Misio – i Twoje, i ich. Magiczny ogrodnik zawsze nas tego uczył – że możemy rosnąć, dbać o siebie i starać się coraz piękniej rozkwitać, ale niezależnie jak wyglądamy, w jakim miejscu ogrodu stoimy, kto ma więcej wody, kto słońca, a kto żyźniejszą glebę, kto jest większy, a kto mniejszy – żebyśmy zawsze doceniali siebie i innych już teraz. Niezależnie ile jeszcze czasu potrzebują, żeby w pełni urosnąć i niezależnie od tego, jak będą ostatecznie wyglądać.

– Dziękuję Misiu. Będę pamiętał, obiecuję! A jakbym miał jakieś wątpliwości, to przyjdę do Ciebie, żeby porozmawiać, dobrze?
– Super! świetny pomysł! Zawsze jesteś u mnie mile widziany.

I poszli razem, Misio Zdzisio i kwiatek, przywitać się z innymi i oglądać i poznawać siebie nawzajem, myśląc o tym jak bardzo są różni i jak piękny to tworzy kwietnik.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Telegram
WhatsApp
Print

Sprawdź inne bajki: