Dwie sikorki

Na wysokim drzewie, za długą polaną, gdzie słońce przygrzewało na błękitnym niebie, a wiatr ciepło powiewał z daleka, na gałęzi siedziały dwie sikorki. Jedna była trochę wyższa, z żółtym brzuszkiem, czarnym pyszczkiem i czerwonymi końcówkami skrzydełek. Druga, ociupinkę mniejsza, miała zielono-rudo-brązowe upierzenie. Jak niezwykłe miała te kolory ta mała sikorka! Gdy tylko wystawiała je delikatnie do słońca, mieniły się, odbijały delikatnie promienie, jakby oprószone pyłem z najcenniejszych kamieni.
I tak siedziały sobie te ptaszki i wspólnie ćwierkały. Ćwierkały o tym, co widziały, o tym, co ostatnio przeżyły i o tym, kogo spotkały na swej drodze. A zawsze robiły to na tej samej, ulubionej gałązce, na skraju zagajnika.
Każda z sikorek, z otwartym dzióbkiem, słuchała drugiej. Czasami razem się śmiały ze swoich historii. Innym razem jedna drugą okryła piórkowym skrzydełkiem lub gdy którejś opadała główka ze smutku, bo historia nie była radosna, druga sikorka podskakiwała hop, hop, hop na gałązce, bliżej przyjaciółki, i swoją główką podnosiła główkę tej drugiej.

I tak właśnie często przebywały na swojej gałązce i dzieliły się wszystkim.

Nie zawsze można jednak było je tam spotkać. Czasami leciały gdzieś wspólnie na wycieczkę, żeby coś przeżyć. Robiły to trochę zwariowanie, na łapu-capu, na chybcika. Nie zawsze bowiem sprawdzały, co dokładnie je czeka tam, gdzie lecą. Nie pytały mądrej starej sowy, gdzie w tej podróży mogłyby się zatrzymać, nie sprawdzały ze skrupulatnymi mrówkami dokładnych planów terenu. Jedynie pytały innych sikorek i pozostałe ptaki, czy zakątek, który chcą odwiedzić, jest bezpieczny i jeśli słyszały, że tak – wyruszały w daleką drogę. Najlepiej już następnego dnia! Od razu, natychmiast! Takie były niecierpliwe, jeśli chodzi o przygody!

Później, już po całej wyprawie, wracały na gałąź, śmiały się i wspominały te odległe zakątki, które razem zwiedziły. Odtwarzały w główkach i rozmowach, wszystko co spotkało je po drodze.
– A pamiętasz, jak mówiłam Ci, żebyś zabrała ze sobą na drogę zimowe piórka, bo tam, gdzie lecimy jest zimno, a Ty tego nie zrobiłaś? Hahaha, ale miałaś minę jak zobaczyłaś te ośnieżone szczyty gór na dalekim kontynencie!
– A innym razem, jak mówiłam Ci, żebyś zabrała ze sobą ziarenka, bo na miejscu możesz ich potrzebować? A Ty tego nie zrobiłaś i w końcu jadłyśmy moje? Hahaha, czułam się wtedy jak Twoja sikorkowa mama.
– A pamiętasz te inne sikorki? Jak z nimi tańczyłyśmy w kółku nad ogniskiem? Ależ tam było pięknie! i te jeziora, które były tam dookoła. Niesamowita była tam woda. Chciałabym się kiedyś nauczyć w niej pływać!

Nie zawsze jednak leciały, gdzieś wspólnie. Żółto-czerwona sikorka choć kocha przygody, to częściej zostawała w domu, w pobliżu ich ukochanej gałęzi. Zielono-rudo-brązową częściej wiatr zabierał, gdzieś ze sobą. Bywało, że nie widziały się całe miesiące. Nieważne jednak, jak długo trwała rozłąka, zawsze z tą samą przyjemnością siadały z powrotem na swojej gałązce i ćwierkały. Ćwierkały godzinami. Czasami do późnej nocy. A później znowu wzbijały się gdzieś razem, choćby polatać obok samej gałązki, przy wysokim drzewie, za długą polaną.

Lubiły się tak bardzo, bo zawsze jedna wysłuchała drugiej. A słuchały się szczerze, uważnie, z zainteresowaniem i nie oceniając, lecz zawsze próbując zrozumieć. Wiedziały, że mogą na siebie liczyć i co najważniejsze, że po prostu lubią siebie nawzajem. Takimi jakie są. Bo chodź piórka miały inne, to tak naprawdę były do siebie trochę podobne.

Zaglądajcie między gałązki wysokich drzew, patrzcie, czy razem lub osobno, gdzieś akurat nie lecą. Zawołajcie i zaproście do siebie jeśli, którąś lub obie spotkacie. Może poczujecie nóżki sikorki na ramieniu i będziecie mieli okazję zapytać o ich ostatnie przygody. Kto wie… może nawet przeżyjecie coś wspólnie o czym one będą mogły później ćwierkać siedząc na swojej ulubionej gałązce!

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Telegram
WhatsApp
Print

Sprawdź inne bajki: