Magiczne drzewa

W magicznym ogrodzie u magicznego ogrodnika były również inne rośliny, nie tylko stokrotki. Można tam było znaleźć róże kształtem przypominające lwy, wiśnie z owocami-kobietami, które nosiły białe korale, trawy posiadające ręce i tańczące w podskokach w kółku oraz wiele, wiele innych.

W środku tego ogrodu był czarodziejski zagajnik, gdzie znajdowały się niezwykłe dęby, które magiczny ogrodnik sadził co 25 lat. Te, zasadzone 50 lat wcześniej miały już korę pełną zagłębień o ciemnoszarym kolorze, te zupełnie młodziutkie, zasadzone niedawno, cieszyły się gibkimi witkami i gładkimi korami. Były też średnie, 25-letnie drzewa, które miały już pierwsze wgłębienia w korze, jednak wciąż czuły giętkość tych najmłodszych. Jedynie już nie miały ochoty tak samo brykać, jak to robiły najmłodsze. Jak młode drzewa mogą brykać, zapytacie? Otóż to proste! Drzewa jak to w magicznym ogrodzie były zupełnie wyjątkowe. Ich korony przypominały bardziej czapki z liści, spod których wyglądały czarne duże oczy, poniżej dziuple wykute przez zaprzyjaźnione dzięcioły, stanowiły ich buzie i nosy. Miały też witkowe barki, ramiona i dłonie, a ich paznokcie zawsze były liściasto zielone. Drzewa te posiadały również nogi, a właściwie wiele nogo-korzeni, które zazwyczaj były schowane pod ziemią. Mogły one je jednak spokojnie wyciągnąć i się przemieszczać. Im dłużej jednak pozostawały w miejscu i im starsze było drzewo tym były one cięższe, twardsze i robiły się od każdego ruchu bardziej zmęczone. 

Młode sadzonki miały krótkie i zwinne nóżko-korzonki. Jak tylko budziły się rano, nie mogły na nich wysiedzieć. Od razu wyskakiwały ze swojego kawałka ziemi i biegały dookoła. A to zaglądając pod kamień, żeby dowiedzieć się czegoś o magicznym ogrodzie, a to rozmawiając z okolicznymi ptakami i tak poznając przyjaciół, a to prosząc magiczny strumień, czy jaskinię, żeby mogły u nich przeżyć jakąś przygodę. 

Starsze tłumaczyły młodszym wszystkie zasady panujące w ogrodzie, prowadziły je na spacery w niedalekie magiczne góry, dbały, żeby zawsze trafiły do magicznego źródła na czas, gdzie uzupełniały wodę i opatrywały je, gdy w koźlim podskakiwaniu, gdzieś złamały gałązkę lub po prostu przytulały, gdy przyszedł na to czas. 

Często też wspólnie odwiedzały najstarsze drzewa, te, które magiczny ogrodnik zasadził 50 lat wcześniej. Tym było już bardzo ciężko wyciągać ich grube i popękane korzenie z ziemi. Same zresztą nie przepadały już za zmianą miejsca i chciały zostać tam, gdzie najbardziej lubiły. Jedne wybrały dla siebie miejsce na wzgórzu, inne wolały być bliżej źródła, a jeszcze inne w największych promieniach słońca. W ukochanych przez siebie miejscach miały bliskie im kwiatki, kamienie i zwierzęta. Stare drzewa zawsze jednak się bardzo cieszyły, gdy średnie odwiedzały ich z młodymi sadzonkami. Uwielbiały słuchać przygód tych najmłodszych przypominając sobie, jak to było, kiedy same tak harcowały. Z czułością też słuchały trudności tych średnich, które dopiero teraz rozumiały co to znaczyło opiekować się kiedyś nimi. 

Czasami wszystkie drzewa szły razem na spacer. Najmłodsze chciały, żeby te najstarsze poszły z nimi daleko, daleko i część z nich, których korzenne nogi były jeszcze gibkie, nawet to robiły. Większość jednak szybko wracała do swojego ulubionego stałego miejsca, gdzie ziemia przyjmowała je ze zrozumieniem, nauczona od razu dopasowywać się do kształtu ich starych korzeni. 

Tak mijały lata, a niegdyś młode sadzonki teraz robiły się coraz większe i miały coraz więcej doświadczeń. Było już za nimi kilka połamanych gałązek, kilka nawiązanych przyjaźni, wiele odkrytych miejsc i niezliczona ilość nauk usłyszanych w magicznym ogrodzie. Ich liściasta czapka robiła się gęstsza i delikatniej się z nią obchodziły, a oczy przestawały tak szybko biegać na boki, bo już nie odnajdywały tak często dookoła nowych widoków. Dużo rzeczy było już im bliskich i znajomych. 

Średnie drzewa widząc to wszystko coraz mniej chodziły za sadzonkami. Częściej pozostawały w miejscu, które wybrały jako ulubione. Nogi coraz częściej pozostawały w jednym punkcie przyzwyczajając ziemię do swoich korzeni. Coraz bardziej związywały się niektórymi z kwiatami, trawami i ptakami, korzystającymi z ich cienia. Wciąż jednak starały się odwiedzać najstarsze drzewa. Patrzyły z czułością i przejęciem jak tym coraz trudniej było ruszać korzeniami, ich liście na koronie zrobiły się bardziej żółte, oczy też otwierały się coraz ciężej, wciąż jednak z tym samym uśmiechem i błyskiem radości witały odwiedzających. 

Część średnich drzew przeniosła się bliżej starych, na stałe. W ich pobliżu czuły się częścią czegoś większego, czuły bliskość, czuły się tam potrzebna. Inne drzewa wybierały, natomiast, zupełnie inne części ogrodu. Kierowały się tym, gdzie odczuwają spokój i harmonię, inne szły w miejsca, gdzie najdorodniej rosły i rozkwitały, kolejne tam, gdzie towarzystwo zwierząt i innych roślin odpowiadało im najbardziej. Niezależnie, czy blisko, czy daleko starych drzew wszystkie zostawały tam, gdzie po prostu czuły, że jest ich miejsce. 

Młode też coraz częściej bywały w tych samych częściach magicznego ogrodu. Czasami były tak pochłonięte miejscem, które wybrały, poznawaniem natury dookoła i przyzwyczajaniem ziemi do swoich korzeni, że zapominały odwiedzać średnie i stare drzewa. 

I tak płynął czas w magicznym ogrodzie, lecz nawet tam rzeczy ulegały zmianom. 

Korzenie najstarszych drzew stawały się coraz cięższe, oczy przy każdych odwiedzinach otwierały się coraz mniej, uśmiech, choć wciąż widoczny, był coraz bardziej sztywny, a ich kora była coraz bardziej spękana. Coraz częściej też wspominały swoje życie, choć czasami miały wrażenie, że coraz więcej wspomnień im ucieka. 

Nadszedł ostatecznie taki dzień, że najstarsze drzewa nie otwierały oczu już wcale, nie witały uśmiechem odwiedzających, nie dzieliły się już ani swoją miłością, ani mądrością. Po prostu były i stały spokojnie tam, gdzie umiejscowiły swoje korzenie. To oznaczało, że minęło kolejne 25 lat, że przyjdzie ogrodnik i stare drzewa przesadzi do osobnego parku. Tam średnie i młode będą mogły je wciąż odwiedzać i wspominać wspólnie spędzony czas. Czasami będą sobie wyobrażały, że prowadzą dobrze znane rozmowy, a starsze wciąż dają im rady lub pocieszają, gdy trzeba. Młode i średnie drzewa docenią każdą z tych chwil (i radosnych i burzliwych) spędzonych wspólnie ze starymi drzewami. 

Ziemia natomiast, gdzie do tej pory były posadzone stare drzewa powoli się wyrówna, zarośnie trawą i będzie czekała, aż kolejne drzewo tutaj właśnie najbardziej będzie lubiło układać swoje nogo-korzenie, żeby znaleźć bezpieczeństwo, harmonię i odpoczynek. Może któreś z drzew wcześniej przychodzących w to miejsce, żeby odwiedzić stary dąb, tutaj postanowi zostać na dłużej uznając, że najlepiej czuje się tam, gdzie jest blisko wspomnień?

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Telegram
WhatsApp
Print

Sprawdź inne bajki: