Pan Fretka i Żonkilowe Domki

To prosta historia prostego, skrupulatnego i poukładanego Pana Fretki. Prostego Pana Fretki? Co to znaczy, zapytacie?
Nie ma krzywizn?
Jest jak Pan Linijka?
Jest wyciągnięty jak Pan Struna na skrzypcach? 

Choć w postawie jego fretkowego ciała można zauważyć powyższe, to jego prostota przejawiała się w czymś jeszcze – wszystko jest dla niego jasne. Jakby bowiem miało być inaczej? Wszak wszystko w życiu ma zasady, a on niczego tak nie kocha jak rutyny i mocnych granic co-jest-co.

Pan Fretka ma oczywiście swoją bardzo poukładaną i odpowiedzialną pracę – jest inspektorem szczęścia w swojej galaktyce. Codziennie rano zakłada białą koszulę, którą zapina na wszystkie guziki, aż pod samą brodę. Potem sięga po idealnie dopasowaną kamizelkę, czarną muchę i frak. Wszystko jest oczywiście czyściutkie oraz wyprasowane. Pastuje, a potem wsuwa na stopy czarne pantofle, całuje Panią Fretkę w policzek na “do widzenia”, bierze swój cylinder oraz monokl i tak schludnie wyszykowany punkt 8:00 wychodzi do pracy.

A pracę ma niezwykłą – dopasowaną do siebie, gdzie zasad trzymać się trzeba. Łapie za swój futrzany, dobrze wyczesany ogon, poprawia monokl i magicznie przenosi się do innej części swojego świata, gdzie sprawdza i analizuje, czy mieszkańcy mają zaspokojone potrzeby i czują się szczęśliwi. Naszymi mieszkańcami na ziemi są ludzie, a tam mieszkały domy – to one miały historie, uczucia i przygody. 

Jak wszystko, Pan Fretka poziom ich szczęścia bada w prosty sposób – według stworzonej wcześniej instrukcji. Zastanawiasz się, jak ona wygląda? 

Każdy kolor ma przypisane uczucie i mówi, czy potrzeby domku są zaspokojone. Żółty oznacza radość, niebieski – beztroskę, biały – spokój. Na liście są również kolory mówiące, że czegoś danemu domkowi brakuje: czerwony wskazuje na złość, czarny na smutek, a zgniłozielony na strach.

A kolorów i uczuć jest w instrukcji bez liku. Pan Fretka całą listę ma w swoim skórzanym, czarnym kajeciku wraz ze spisem domów do odwiedzenia i ocenienia. Lista chatek wraz z adresami puf… i magicznie pojawia się w kajeciku każdego dnia dokładnie o 8:00. Proste, nieprawdaż?!

I tak Pan Fretka wyprostowany, wyszykowany i dobrze wychowany, trafił do kolejnej magicznej krainy, żeby sprawdzić, co u domków na jego dzisiejszej liście. Miejsce to było wyjątkowo piękne! Wszystko znajdowało się na malutkiej, okrąglutkiej planecie, gdzie było tylko kilka ulic. Gdy tu trafił, niebo było akurat pomarańczowo-różowe, jak te przy naszych najpiękniejszych zachodach słońca. Nie tylko to zachwyciło Pana Fretkę! Było stamtąd widać inne planetki. Znajdowały się one na tyle blisko, że można było pomachać mieszkającym tam sąsiadom.

Stojąc na głównej ulicy i rozglądając się dookoła można było zobaczyć wszystko, co Pan Fretka uwielbia – idealne przystrzyżone trawniki, posegregowane śmieci i symetryczne chodniki. Wszystko czyściutkie, odmalowane i zadbane.

-Ach! Tutaj na pewno wszyscy są szczęśliwi! Taki tu ład i porządek! – pomyślał Pan Fretka

Zgodnie z zasadami otworzył jednak swój czarny, skórzany kajecik na spisie dzisiejszych domów i skierował swój krok w ich stronę, żeby sprawdzić jak się mają w tej niezwykłej krainie. A domków było sześć. Malutko, prawda? Ale wszak i kraina była niewielka. Zresztą cóż z tego? Sąsiednie piękne, kolorowe globusiki i ich mieszkańcy są tuż obok. 

I tak swoimi równo stawianymi krokami doszedł do pierwszego domku i zaczyna mówić:

-O dzień dobry, Domku Żonkilowy! Jestem inspektorem szczęścia w naszej galaktyce i sprawdzam jak się macie. Masz przepiękny, żółty kolor fasady. Rozumiem, że jesteś szczęśliwy i tak mam Cię oznaczyć w galaktycznym spisie?

A Domek Żonkilowy spojrzał tylko niepewnie, przymknął i otworzył okiennice, lekko przechylił daszek i już chciał otworzyć drzwi i zacząć mówić, gdy Pan Fretka uśmiechnął się i krzyknął radośnie:

-O jak cudownie, że mi przytaknąłeś! Dawno nie widziałem tak pięknie poukładanej krainy! Także zaznaczam – żółty, radosny! Oczywiście zgodnie z instrukcją!

I zadowolony pomaszerował dalej, stawiając swoje idealnie równe kroki, a Żonkilowy Domek tylko się zdziwił, bo nic przecież nawet nie powiedział. Zamachnął tylko firanką i dał odejść inspektorowi Fretce. Ten niemal w podskokach, prostych jak jak struna, poszedł do kolejnych domków i przeprowadził inspekcję w każdym z nich w ten sam sposób. 

-Och, jaki cudowny dzień! Wszystkie sześć domków cudownie żółciutkie. Ach jaka łatwa jest ta moja praca! Jak cudownie, że wszyscy są tutaj tak szczęśliwi!

Pomachał tylko na koniec do wszystkich, złapał za swój futrzany, dobrze wyczesany ogon, poprawił monokl i przeniósł się w ułamku sekundy do biura. Ułamek sekundy to szybciej niż Ty mrugniesz okiem!
Domki tymczasem tylko popatrzyły na siebie i wzruszyły kominami ze zdziwienia. 

A w biurze Pan Fretka poleciał od razu, bez chwili zastanowienia, do swojego szefa z wnioskami i wykresami. Poprawił monokl, cylinder, odchrząknął i zapukał. 

-Proszę wejść –  z głębi gabinetu wydobył się niski i stanowczy głos Pana Goryla.

Pan Fretka wszedł i zaczął przedstawiać wyniki dzisiejszej inspekcji:

-100%! 100% radosnych żółtych domków na jednej planetce w naszej galaktyce! Czegoś takiego nigdy nie widziałem! Piękne niebo, piękne trawniki! 

I pewnie dalej by mówił taki podekscytowany, gdyby nie to, że Pan Goryl mu przerwał, i zaczął zadawać pytania. Pytania natomiast były dociekliwe, bo szary, włochaty i pewny siebie Pan Goryl o przenikliwym wzroku i umyśle widział, że zawsze trzeba sprawdzić trafność wyników. Poprawił, więc krawat, który lekko zwinął się pod marynarką i zaczął rozmowę:

-Dzień dobry, Panie Fretko. Miło mi Pana widzieć w tak dobrym humorze! Chciałbym poznać trochę szczegółów tej sprawy. Co dokładnie powiedziały domki?

-Co powiedziały? To przecież jasne! Że są w naszej galaktyce bardzo szczęśliwe!

-To rozumiem, Panie Fretko, ale co dokładnie je tak uszczęśliwia? 

-Ależ to proste! Ten porządek, to poukładanie, te widoki! – odpowiedział Pan Fretka.

-Czy dokładnie tych słów użył?

-Yyyy… i Pan Fretka się zmieszał, spuścił delikatnie głowę i lekko zaczerwienił się ze wstydu. Właśnie sobie uświadomił, że nie pozwolił żadnemu  z domków powiedzieć nawet słowa. Tak był podekscytowany. – Przepraszam, właściwie to tylko mrugnęły okiennicami i przychyliły dachy dla potwierdzenia, ale jestem pewny, naprawdę przekonany, że dokładnie to czuły!

-Panie Fretko, proszę uzupełnić spis o dokładne słowa domków. Proszę zapytać co wywołuje ich uczucia i kolory fasad. Wszak możemy się od nich dowiedzieć co zrobiły, że są tak wyraziście żółte i zastanowić się, czy powinniśmy przeprowadzić w tym zakresie szkolenie dla innych domków w galaktyce.

Pan Fretka wyszedł już w mniejszych podskokach, lekko zmieszany z gabinetu szefa. 

-Nie rozumiem. Taka prosta sprawa, a tak ją komplikować – pomyślał, choć czuł podskórnie, że szef ma rację i trzeba dokładniej zbadać ten temat. Łapie się więc za ogon futrzany, dobrze wyczesany,  poprawia monokl i już jest z powrotem na malutkiej, okrąglutkiej  planecie z żółtymi domkami, gdzie niebo jest pomarańczowo-różowe. 

Podchodzi znowu do pierwszego z nich i mówi:

-Dzień dobry jeszcze raz, Domku Żonkilowy. Chciałem jeszcze dopytać, co Pan robi, że jest taki radosny?

-Dzień dobry, Panie Fretko. A po czym Pan wnioskuje, że jestem radosny? – Zdziwił się szczerze domek.

-Po pięknej żółtej fasadzie, po przystrzyżonym trawniku i po pięknym widoku na który Pan patrzy swoimi oczami-okiennicami – odpowiedział już całkiem zakłopotany Pan Fretka.

-Ach, po żółtej fasadzie?! Tak, staram się ją taką utrzymać, bo na przeciwległej planetce jest galaktyczne przedszkole i ponoć tam bawiące się gwiazdy, komety i pyły najbardziej lubią ten kolor. Tylko wieczorem pokazuję swoją zgniłozieloną naturę. 

-Zgniłozieloną – przestraszoną? – Zdziwił się Pan Fretka – A dlaczego ma Pan taką?

-Ach, Panie Fretko… zapraszam na herbatę, jeśli ma Pan czas, to wszystko Panu opowiem.

I wszedł Pan Fretka do środka i spędził dużo czasu słuchając, co Domek Żonkilowy ma do powiedzenia. Na koniec tej wizyty rzekł:

-Och, już teraz wszystko rozumiem! Bardzo mi przykro z powodu Pańskiej historii i tego, że tak szybko Pana oceniłem, nie próbując nawet usłyszeć, ani zrozumieć co ma Pan do powiedzenia. 

-Nic się nie stało, Panie Fretko. Wszak wiemy, że zasady instrukcji są na ten moment proste. Wie Pan, co… wcześniej przybierałem żółtą fasadę tylko dla przedszkolaków, ale teraz po tej rozmowie, o dziwo czuję się dużo mniej zgniłozielony, a trochę bardziej żółciutki. Tak mi ulżyło, że mogłem w końcu opowiedzieć, co mnie gryzie i drapie w środku domku. Dawno nikt mnie tak uważnie i z zainteresowaniem nie wysłuchał. Dziękuję! Może Pan spokojnie zostawić żółty w rejestrze. 

Pan Fretka poczuł się trochę skołowany i obiecał co jakiś czas zaglądać na kolejne gadki-herbatki. Lekko uniósł cylinder w pożegnaniu i poszedł porozmawiać z innymi domkami. Ku jego zdziwieniu okazało się, że były wśród nich przeróżne kolory: czerwony-zły, niebieski-beztroski, czarny-smutny, był również żółty-radosny, a jeden z nich był nawet wielokolorowy! Pan Fretka nawet nie wiedział, że takie istnieją! Wszak nie było tego w instrukcji.

Domki nie pokazywały koloru fasady, oddającego ich uczucia z bardzo różnych powodów. Był taki, który wstydził się swojego prawdziwego koloru, inny nawet nie wiedział, jaki odcień naprawdę ma i po prostu dostosował się do pozostałych, kolejny chciał pokrzepić przechodniów, następny po prostu nie chciał, żeby każdy z oddali wiedział jak się czuje. Każdy domek miał swój powód. Możliwe nawet, że nie podały wszystkich przyczyn zmiany koloru Panu Fretce i zostawiły część opowieści na kolejne spotkania.

Wszystkie domki jednak na koniec podziękowały inspektorowi za poświęcony im czas na rozmowę oraz za to, że spróbował je naprawdę usłyszeć i zrozumieć. Podziękował mu nawet ten domek, który naprawdę miał żonkilowo-żółtą fasadę. 

Pierwszy raz Pan Fretka pomyślał, że nie wszystko jest takie proste, jak się wydaje. Pomachał do domków, podziękował im za to, że mu zaufały i podzieliły się swoimi historiami, a potem złapał się za swój futrzany, dobrze wyczesany ogon, poprawił monokl i wrócił do biura omówić wszystko z Panem Gorylem.

Zapukał delikatnie do pokoju szefa, a gdy ten zaprosił go do środka, Pan Fretka zaczął mu wszystko ze szczegółami opowiadać. Pan Goryl tylko delikatnie uśmiechał się pod swoim czarnym nosem. Tak delikatnie, że Pan Fretka nawet tego nie zauważył. Panu Gorylowi przypomniało się, jak sam jeszcze był inspektorem i przyszedł z podobnym raportem do swojego szefa. Czemu zatem nie powiedział tego od razu Panu Fretce?

To proste! Chciał, żeby Pan Fretka sam doszedł do tego, co doprowadziło go do zbyt pochopnego ocenienia poziomu szczęścia domków!

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Telegram
WhatsApp
Print

Sprawdź inne bajki: