Już tuż, tuż…

Wiecie, że rzeczy przychodzą wtedy, gdy jesteśmy na nie gotowi? A co wtedy czujemy?

Jak to w życiu bywa, to zależy 🙂 Ale od czego zależy – zapytacie, pomyślicie i sami się pozastanawiacie.

Od naszych doświadczeń, wspomnień, drogi, którą przeszliśmy i jak sobie to w tych naszych głowach poukładaliśmy! Posłuchajcie zatem tej bajki…

Olińcia, mała, drobna dziewczynka, spokojna, o ogromnej wrażliwości, niosła w swoim plecaku i sercu bardzo dużo (całe mnóstwo!), różnych doświadczeń i wspomnień do których właśnie w tym momencie wracała. Widziała obrazy swojej tułaczki i poszukiwania tego o czym tak bardzo marzyła. Czego tak bardzo pragnęła. Czego, chociaż bardzo rzadko o tym mówiła na głos, a jeśli już, to bardzo, bardzo cichutko, ogromnie pragnęła.

Ale co to było? – Może zaczniecie się niecierpliwić.

Marzyła o domu. Takim w którym gości miłość, gdzie jest spokój, wsparcie i wrażliwość. Takim, gdzie można usiąść w głębokim fotelu i przykryć nogi kocem. Gdzie kot, delikatny, bystry i puchaty, wskoczy na kolana, żeby podzielić się swoim ciepłem w zamian za głaskanie. O takim domu, gdzie w tle będzie cicha muzyka, a na stoliku książka, którą lubi.

Tak właśnie wyobrażała sobie ten jej, wymarzony, wyczekiwany dom. To do niego Olińcia szła już tak bardzo długo. Czasami zadrapując się w tej wędrówce gałęzią. Do dziś ma po nim bliznę na prawym ramieniu! Szła potykając się czasami o kamień i zdzierając boleśnie kolano. Czasami nawet musiała walczyć ze zwierzętami! Takimi groźnymi, które mają kły i których strasznie, ale to strasznie się bała!

Ale przypominało jej się też, że ta droga czasami była też bardzo przyjemna. Były zapachy kwitnących jabłoni i wiśni. Było wspomnienie pięknych paproci w zielonym, gęstym lesie. Czy zwierzątka, które umilały jej towarzystwem drogę – zostając czasami na dłużej, a czasami tylko na bardzo, bardzo króciutko.

Wspominała zawody, radości, łzy i uczucia nadziei.  Długo już tak szła, szukając swojego szczęśliwego domu, który wiedziała, czuła całą sobą, że w końcu znajdzie.

A teraz stoi przed drogowskazem mówiącym, że on już tam jest – niedaleko, za jeszcze kilkoma górami, pustyniami i polnymi drogami. Stoi tam, woła ją, zachęca, żeby przyszła do niego i na nią czeka.

Jak myślicie, co teraz czuła Olińcia, widząc ten napis? Czytając, że już tuż, tuż i w końcu zaraz w nim będzie? Że w końcu dotrze tam, gdzie tak bardzo chciała się znaleźć.

Pomyślicie, że czuła radość, ekscytację i uczucie spełniającej się nadziei? Satysfakcję, że się nigdy nie poddała i szła dalej?

Tak! Zgadliście!

Pojawiło się jednak coś jeszcze. Zgadniecie też, co to było?

Pewnie macie wiele pomysłów! A kto pomyślał, że to był ten czarny, włochaty lęk? Tak, choć część może to zaskoczyć, a część ucieszy się, że zgadła – on też tam był.

Chociaż na zmianę przybierał on różne postacie. Czasami był wyraźny, silny i bardzo, bardzo duży, żeby za chwilę być malutkim i lekko zauważalnym.

Ale tak… pojawił się i on, sprawiając, że Olińcia teraz tylko stała i patrzyła na znak mówiący o tym, że niedługo jej poszukiwania mogą się skończyć. Znak ten jednak sprawił, że powstało całe mnóstwo pytań, które straszą:

– A co, jeśli ten ostatni kawałek drogi będzie dla mnie zbyt trudny i nie dam rady do tego mojego domku dojść?
– Czy uda mi się jeszcze tyle nieść ten mój tak ciężki i duży plecak?
– A może ten znak nie jest dla mnie? Może mnie tylko zwodzi?
– Czy to miejsce na pewno będzie takim, o jakim marzyłam?
– Może ten domek z moich snów wcale nie istnieje i kierowała mną złudna nadzieja?
– A może zanim zdążę tam dojść porwie mój domek wichura?
– Lub ktoś inny tam już zamieszkał, bo znalazł przede mną ten drogowskaz?

I tak Olińcia stała i patrzyłą na ten znak, a różne uczucia, pytania i wspomnienia dochodziły do niej na zmianę.

Czasami już miała ochotę ruszyć, iść, pobiec, popędzić w podskokach, ale wtedy zawsze przychodziła jakaś wątpliwość.

Dlatego wciąż trwała w miejcu, nie miała siły i odwagi zrobić nawet kroku, bojąc się rzeczy, które wymyślała, a które nawet nie wiedziała, czy poza jej małą, delikatną i wrażliwą główką istnieją.

I nie wiadomo, ile by tak bez ruchu jeszcze patrzyła na ten drogowskaz, gdyby nagle wokół niej nie zaczęły się zbierać sarny, motyle i króliczki, które wcześniej towarzyszyły jej w wędrówce.

– Olińciu – wiemy, że się boisz. Widzimy i słyszymy, i wiemy, z czego te lęki wynikają. Przecież tak dobrze Cię znamy! Ale zobacz, nie jesteś sama. Jesteśmy tutaj, żeby Ci pomóc! Pójdziemy, pokicamy i polecimy tam z Tobą! Tyle ile możemy! A tam, gdzie nam nie uda się dojść, poprosimy orły o pomoc! Będą na Ciebie patrzyły z nieba! Będą latały tak wysoko, po pięknie błękitnym niebie i będą podpowiadały Ci drogę. Powiedzą Ci, kiedy wybierzesz niewłaściwą ścieżkę, doradzą, dodadzą otuchy i powiedzą, co źle robisz. Ostrzegą Cię Olińciu, przed niebezpieczeństwem, żebyś na chwilę wtedy przykucnęła w trawie. Będziesz też miała w nich towarzysza, ale czasami pewnie będą też momenty, że będziesz musiała być Olińciu bardzo, bardzo dzielna i wtedy będziesz musiała iść sama. Ale nawet wtedy idź dalej! Nie możesz tak stać, chociaż wiemy, że się boisz. Musisz Olińciu sprawdzić, czy to, co jest na końcu tej ścieżki wskazanej na tym drogowskazie, to Twój dom

– Bo wiesz Olińciu kiedy przestajemy się bać? Dokładnie wtedy, kiedy podchodzimy do lęku bliżej. Dotykamy go, podajemy mu rękę, zaczynamy z nim rozmawiać i patrzymy sobie z nim w oczy. Tylko tak przestaniesz się bać – próbując.

– A teraz już idź Olińciu. Idź i sprawdź. A my będziemy przy Tobie – choćby z daleka, myślami.

Udostępnij:

Facebook
Twitter
LinkedIn
Email
Telegram
WhatsApp
Print

Sprawdź inne bajki: