Już tuż, tuż…

Wiecie, że rzeczy przychodzą wtedy, gdy jesteśmy na nie gotowi? A co wtedy czujemy? Jak to w życiu bywa, to zależy 🙂 Ale od czego zależy – zapytacie, pomyślicie i sami się pozastanawiacie. Od naszych doświadczeń, wspomnień, drogi, którą przeszliśmy i jak sobie to w tych naszych głowach poukładaliśmy! Posłuchajcie zatem tej bajki… Olińcia, mała, drobna dziewczynka, spokojna, o ogromnej wrażliwości, niosła w swoim plecaku i sercu bardzo dużo (całe mnóstwo!), różnych doświadczeń i wspomnień do których właśnie w tym momencie wracała. Widziała obrazy swojej tułaczki i poszukiwania tego o czym tak bardzo marzyła. Czego tak bardzo pragnęła. Czego, chociaż bardzo rzadko o tym mówiła na głos, a jeśli już, to bardzo, bardzo cichutko, ogromnie pragnęła. Ale co to było?

Szczegóły »

Burza nad domkami

W dalekiej galaktyce, na małej planecie, gdzie niebo było różowo-pomarańczowe, w ten spokojny dzień słychać było tylko powiew wiatru w ogródku Pana Fretki, tego prostego, schludnego, dobrze ułożonego. Gdy stało się na jego ganku, można było dostrzec kołyszące się gałęzie na wietrze, ptaki dziubiące powoli skrzydełka oraz liście brązowe, żółte, czerwone, szeleszczące i sunące delikatnie po ziemi. Babie lato pięknie komponowało się z pomarańczowo-różowym niebem. Pan Fretka, owinięty robionym na drutach szalikiem, w skupieniu, ale z delikatnym pogwizdywaniem na ustach, grabił liście od rana. Czasami schylał się, żeby coś podnieść, innym razem pociągnął ręką po czole, żeby wytrzeć z niego pot, a raz na jakiś czas robił sobie przerwę, opierał się o grabie i obserwował otoczenie. Gdy skończył, odłożył narzędzia

Szczegóły »

O kwiatku, jakich mało

W magicznym ogrodzie, u magicznego ogrodnika, nagle, nie wiadomo skąd, PUF i pojawił się nowy kwiatek. Nikt go nie zasadził, nie przywiał wiatr nasionka, nie minęło wiele dni, żeby wyrósł. W mgnieniu oka, w dosłownie sekundę, pojawiła się malutka chmurka, taka, jaką znacie zapewne z komiksów, i tak szybko, jak się pojawiła, zrobiła to swoje bajkowe PUF i zniknęła pozostawiając po sobie mały kwiatuszek. Mierzył zaledwie 5 cm (biegnijcie sprawdzić na linijce lub miarce, jak jest to niewiele). Miał tylko dwa zielone, drobne listeczki, cieniutką, potrójną  łodyżkę, ale lekko pokręconą, wyglądającą jak spleciony warkocz. Korzenie miał lekko dotykające ziemi, żeby mógł z niej czerpać wszystko, co potrzebne, ale jednocześnie swobodnie się przemieszczać i poznawać zakamarki ogrodu. Był drobny, delikatny, wrażliwy

Szczegóły »

Dwie sikorki

Na wysokim drzewie, za długą polaną, gdzie słońce przygrzewało na błękitnym niebie, a wiatr ciepło powiewał z daleka, na gałęzi siedziały dwie sikorki. Jedna była trochę wyższa, z żółtym brzuszkiem, czarnym pyszczkiem i czerwonymi końcówkami skrzydełek. Druga, ociupinkę mniejsza, miała zielono-rudo-brązowe upierzenie. Jak niezwykłe miała te kolory ta mała sikorka! Gdy tylko wystawiała je delikatnie do słońca, mieniły się, odbijały delikatnie promienie, jakby oprószone pyłem z najcenniejszych kamieni. I tak siedziały sobie te ptaszki i wspólnie ćwierkały. Ćwierkały o tym, co widziały, o tym, co ostatnio przeżyły i o tym, kogo spotkały na swej drodze. A zawsze robiły to na tej samej, ulubionej gałązce, na skraju zagajnika. Każda z sikorek, z otwartym dzióbkiem, słuchała drugiej. Czasami razem się śmiały ze

Szczegóły »

Misio Zdzisio

W magicznym ogrodzie, na samym jego skraju, daleko za dębami, łąkami i wzgórzami, było jedno szczególne miejsce. Miejsce, gdzie żył najzwyczajniejszy niedźwiedź. Niedźwiedź, mieszkający w ogrodzie? Czyż to nie miejsce dla motyli, mrówek i biedronek? Tak, jak najbardziej! A jednak znalazł tam w wykopanej jamie, swoją przestrzeń, oazę, swój dom, stary już dzisiaj niedźwiedź. Choć to prawda – nie zawsze on tutaj był. Jeszcze jako mały Misio Zdzisio, mieszkał w pobliskim lesie na terenie, który nie należał do ogrodnika.  Był to zwykły las, podobny do tych, które możemy spotkać w naszych Bieszczadach. W jego zakamarkach, daleko od szlaków, uczęszczanych gór, schronisk i chatek, mieszkała kiedyś szczególna grupa niedźwiedzi. Dlaczego szczególna? Bo zwierzęta te zazwyczaj żyją samotnie, a te wybrały dla

Szczegóły »

Magiczne drzewa

W magicznym ogrodzie u magicznego ogrodnika były również inne rośliny, nie tylko stokrotki. Można tam było znaleźć róże kształtem przypominające lwy, wiśnie z owocami-kobietami, które nosiły białe korale, trawy posiadające ręce i tańczące w podskokach w kółku oraz wiele, wiele innych. W środku tego ogrodu był czarodziejski zagajnik, gdzie znajdowały się niezwykłe dęby, które magiczny ogrodnik sadził co 25 lat. Te, zasadzone 50 lat wcześniej miały już korę pełną zagłębień o ciemnoszarym kolorze, te zupełnie młodziutkie, zasadzone niedawno, cieszyły się gibkimi witkami i gładkimi korami. Były też średnie, 25-letnie drzewa, które miały już pierwsze wgłębienia w korze, jednak wciąż czuły giętkość tych najmłodszych. Jedynie już nie miały ochoty tak samo brykać, jak to robiły najmłodsze. Jak młode drzewa mogą brykać,

Szczegóły »

Czas na kawę

Lilka, mała, śliczna 4-letnia blondynka o kędzierzawych włosach, właśnie otworzyła oczy. Przeciągnęła się, ziewnęła i przytuliła mocniej swojego ulubionego pluszowego, długouchego królika. Przykryła mocniej kołderką i miała tak jeszcze sobie poleżeć i pobyć, gdy z dołu dobiegły do niej głosy. I to nie byle jakie! Usłyszała brzdęknięcia, spokojną krzątaninę, delikatne skrzypnięcie szafek i stukot. Stukot jakby kubka o blat kuchenny. Wtedy doszedł do niej ten jeszcze jeden szczególny dźwięk tajemniczej maszyny, którą dorośli nazywają ekspresem do kawy. Wszystkie te dźwięki mogły znaczyć tylko jedno – mama już wstała ❤️ Lilka delikatnie spuściła swoje małe, bose stópki na podłogę, odrzuciła kołderkę i mocno złapała swojego ukochanego, puchatego, długouchego królika, przetarła oko i już tup, tup, tup, ciągnąc maskotkę za sobą, wyszła

Szczegóły »

Pan Fretka i Żonkilowe Domki

To prosta historia prostego, skrupulatnego i poukładanego Pana Fretki. Prostego Pana Fretki? Co to znaczy, zapytacie? Nie ma krzywizn? Jest jak Pan Linijka? Jest wyciągnięty jak Pan Struna na skrzypcach?  Choć w postawie jego fretkowego ciała można zauważyć powyższe, to jego prostota przejawiała się w czymś jeszcze – wszystko jest dla niego jasne. Jakby bowiem miało być inaczej? Wszak wszystko w życiu ma zasady, a on niczego tak nie kocha jak rutyny i mocnych granic co-jest-co. Pan Fretka ma oczywiście swoją bardzo poukładaną i odpowiedzialną pracę – jest inspektorem szczęścia w swojej galaktyce. Codziennie rano zakłada białą koszulę, którą zapina na wszystkie guziki, aż pod samą brodę. Potem sięga po idealnie dopasowaną kamizelkę, czarną muchę i frak. Wszystko jest oczywiście

Szczegóły »

Trzy stokrotki

Dawno, dawno temu… za siedmioma górami, za siedmioma rzekami żył magiczny ogrodnik. Cały świat mówił o jego ogrodzie, gdzie kwiaty rosły wyjątkowo dorodne. Były one oczywiście magiczne – zasadzone w jednej glebie mogły wymieniać się tym, co zgromadziły, a wszystkim były potrzebne sole z ziemi; pyłki, które przynosiły owady; promienie słoneczne oraz woda z pobliskiego strumienia. Ogrodnik zaglądał co jakiś czas do swoich kwiatów i powtarzał im, że muszą o siebie dbać nawzajem i dzielić się tym, co mają.  -Każda z Was żyje w innym miejscu. Jedna ma więcej wody, inna promieni słonecznych, jeszcze inna soli z ziemi. Pamiętajcie proszę o tym i rozsądnie dzielcie się tym, co macie, aby każda z Was mogła rozkwitnąć – powiedział  do trzech świeżo

Szczegóły »