W dziecięcych pokojach, na półkach, szafkach i kredensach, tam gdzie stoją książki dzieje się czasami coś magicznego. I to na całym świecie! W każdym jego zakątku! Choć nie widzimy i nie słyszymy, kartki szeleszczą, poruszają się, a z nich wysuwają się wszystkie baśniowe postacie.
Tak pięknie zilustrowane, w swoich najlepszych ubraniach, w długich sukniach, smokingach czy barwnych kimonach. Kolorowych, eleganckich, odświętnych. Zawsze niezwykłych, zawsze dobrze skrojonych, pokrytych delikatnymi, błyszczącymi drobinkami, cekinami i kamieniami. A wszystko to dlatego, że wyruszają na bal!
Wysuwa się ze swojej baśni Calineczka, już jest w drodze Czerwony Kapturek, a Piotruś Pan już dawno poleciał na miejsce. Po prostu nie wytrzymał już dłużej między zamkniętymi stronami swojej książkowej opowieści! Tak się spieszył na ten bal! Bo tak jest tam zawsze wspaniale!
Wszystkie postaci, ze wszystkich mniej lub bardziej znanych dziecięcych historii, są teraz tam na bajkowym niebie, gdzie gwiazdy zrobiły im przestrzeń. Gdzie jest magiczny parkiet w otoczeniu komet, gwiazd i księżyców. Gdzie można tańczyć do muzyki niezwykłej orkiestry na którą składają się skrzypce, wiolonczele i puzony, trąbki i fortepiany, nawet mały flet tam jest! I wiele, wiele innych instrumentów potrafiących grać na sobie samych. Wydobywając z siebie najpiękniejsze dźwięki, które miękko płyną wśród tańczących postaci z bajek.
I chodź bal ten odbywa się codziennie, zawsze o tej samej porze, a przybyli na niego tańczą chętnie między sobą, poznając jak najwięcej kolegów i koleżanek z innych opowieści, to wciąż nie znają się wszyscy. Tak ich tam dużo! A z każdą nową powstałą bajką przybywa ktoś nowy!
I gdzieś w tym magicznym, baśniowym tłumie jest on – z pięknymi niebieskimi oczami, blond włosami przyprószonymi już trochę siwizną, w eleganckich spodniach i w błękitnej koszuli zapiętej nawet na ostatni guzik, która tak pięknie podkreśla kolor jego przejrzystych oczu. Może jest z jakiejś skandynawskiej bajki? A może przyfrunął aż z Estonii lub z litewskiej opowieści? Nie mam pewności.
Nie wiem też, skąd jest ona, chyba z jakiejś mangi (takiego komiksu z Japonii). Ma piękne czarne, rozpuszczone włosy oraz oczy w tym samym kolorze – błyszczące i duże. A buzię prześliczną! Z delikatną jasną cerą, lekko różowymi policzkami i ustami delikatnymi, małymi, ale w pięknym kolorze. Jest w czerwonej sukni, mieniącej się delikatnie jakby była obsypana drobinkami diamentowego pyłu, długiej aż do szklanych pantofelków, które pożyczyła na tę okazję od Kopciuszka. Materiał kreacji pięknie układa się w grube falbany, a jednocześnie delikatnie unosi, gdy ona robi taneczne obroty.
Właśnie oni spotkali się w tym tłumie, jakby niewidzialny magnes ich do siebie przyciągnął. Stali gdzieś tam, na tle czarnego nieba, które niepozornie swoim migotaniem oświetlały gwiazdy. Podszedł do niej i delikatnie wyciągając dłoń, zapraszając ją do tańca. Uśmiechnęła się lekko, a w tle popłynęła miękka, spokojna melodia.
Kołysząc się lekko, zrobili krok w prawo, żeby za chwilę wspólnie przechylić się w lewo. Bohaterka, choć zaciekawiona, na początku poczuła się spięta, bo nie znała tej bajkowej postaci, wyraźnie z innego, nieznanego jej, zakątka świata.
Spokojnie i delikatnie prowadził taniec, czekając aż księżniczka w czerwonej sukni poczuje się trochę swobodniej. Wiedział bowiem, że zaufanie buduje się powoli, małymi krokami, łagodnie.
A ona czująć to opanowanie, przestań i brak pośpiechu, mając tyle czasu ile potrzebuje, powoli przymknęła oczy. Bezwiednie oparła ręce na ramie z jego rąk i dała odpłynąć gdzieś niepewności, lękowi i wsłuchała się w muzykę.
Czująć, że to odpowiedni moment, zaczął ją prowadzić pewnie, chodź dalej z wyczuciem – dbając by w nikogo nie uderzyła, żeby o nic się nie potknęła i żeby nie zakręciło jej się w głowie. Chciał, żeby czuła się jak najlepiej, zapraszając i zachęcając do kolejnych tanecznych kroków i figur, a jednocześnie nie wymuszając niczego. Z szacunkiem, z uważnością, dając poczucie bezpieczeństwa.
Tańcząc i kręcąc się stworzyli wokół siebie delikatny magiczny wir, który bajkowo ich oplatał. Sprawiając, że byli skupieni tylko na sobie i tym delikatnym płynięciu wśród przyjemnych dźwięków muzyki, magicznej orkiestry.
Ufając sobie nawzajem, wyglądali jeszcze piękniej, jeszcze bardziej baśniowo, choć wydaje się to niemożliwe. I choć tak dużo było tancerzy i tancerek wokół, postanowili już tańczyć tylko ze sobą, dbając o to, co sprawiło, że tak dobrze się razem ze sobą czują. O zaufanie, o uważność na siebie nawzajem. Wiedzieli, że jeśli jedno zamknie oczy, drugie zatroszczy się o to, żeby nie odpłynęli za daleko i nie zdeptali przez przypadek żadnej świecącej gwiazdy.
Wracali czasami do swoich książek, żeby cieszyć małych czytelników swoimi opowiadaniami i przygodami. I kochali to robić! A potem znowu wysuwali się z szelestem papieru ze strony swoich baśni i wracali do siebie. Opowiadając sobie o emocjach dzieci, które zobaczyli na ich buziach podczas czytania, oraz o tym, które części bajki dzieci i dorośli lubią najbardziej.
A potem już tylko tańczyli, tam na tym bajkowym balu. W spokoju, w zaufaniu, w bezpieczeństwie.
Ilustracja: Oliwia Matuszak (lat 10) 🙂


